Tworzenie stron · Usługi programistyczne

Druga wersja: przebudowa własnej strony

Projekt własny · IT / usługi programistyczne

Wyzwanie

Pierwsza wersja tej strony powstała z odwagi. Napisałam o tym osobno – o perfekcjonizmie, który blokował, i o tym, że w końcu nacisnęłam „publikuj”. Postawiłam ją na WordPressie z Elementorem, bo wtedy to było rozsądne: szybko, widać efekt, można ruszyć dalej.

Ale strona żyje razem z tym, kto ją prowadzi. Po kilkunastu projektach dla klientów zaczęłam patrzeć na własną witrynę inaczej. Widziałam rzeczy, których wcześniej nie widziałam: że układ jest z gotowca, a nie z pomysłu. Że treści są, ale nie mówią tego, co chcę powiedzieć. Że gdybym dziś dostała siebie jako klientkę, doradziłabym coś innego.

Do tego doszły dwie rzeczy praktyczne. Po pierwsze – dwa języki. Chciałam, żeby wersja angielska nie była doklejona, tylko równorzędna. Po drugie – treści z panelu. Nie chciałam wchodzić w kod za każdym razem, gdy zmienia się cena albo dochodzi nowa realizacja.

Co zrobiłam

Zrezygnowałam z Elementora i napisałam motyw od zera. To była świadoma decyzja, nie kaprys. Na wizytówkę klienta Elementor często jest w porządku – pisałam o tym w poradniku o wyborze motywu. Ale ta strona jest moim portfolio: ma być lekka, ma wyglądać tak, jak chcę, i ma pokazywać, że potrafię więcej niż poskładać klocki.

Fundament to autorski motyw WordPress: własne szablony dla strony głównej, podstron oferty, realizacji i bloga. Zero page buildera, zero martwego kodu, którego nikt nie użyje. Same style i skrypty, których strona faktycznie potrzebuje.

Treści wyciągnęłam do pól ACF – każdy nagłówek, lead, pakiet czy krok procesu edytuję z panelu, bez dotykania kodu. Wygląda to jak w projektach, które robię klientom: wchodzisz w edycję strony i widzisz konkretne, opisane pola, a nie labirynt klocków.

Dwujęzyczność oparłam na Polylang. Każda strona, realizacja i wpis mają swój odpowiednik angielski, spięty tłumaczeniem. Menu, przełącznik języka, przyciski – wszystko prowadzi tam, gdzie powinno, bez gubienia się między wersjami.

Doszło kilka rzeczy, których wcześniej nie było: osobny typ treści na realizacje (z filtrem po rodzaju usługi), wizualna galeria żywych stron z karuzelą, sekcje opinii, pakiety opieki. I drobiazgi, których nikt nie zauważy, dopóki ich nie zabraknie – jak automatyczne sklejanie sierotek czy akcent kolorem w nagłówkach:

// Nagłówek z akcentem: *słowo* dostaje kolor marki
function mt_acc_heading( $text ) {
    if ( strpos( $text, '*' ) !== false ) {
        return preg_replace( '/\*(.+?)\*/u', '<em class="acc">$1</em>', esc_html( $text ) );
    }
    // bez gwiazdek: akcent na ostatnim słowie
    return mt_orphans( $text );
}

Najwięcej pracy poszło jednak nie w kod, a w treść. Przeszłam stronę po stronie, realizację po realizacji. Wyrzuciłam to, co brzmiało jak z szablonu, i napisałam to, co naprawdę chcę powiedzieć – konkretnie, bez owijania, z liczbami tam, gdzie są. Każdy tekst dostał swoją wersję angielską i własne SEO.

Efekt

Strona jest lżejsza, szybsza i w końcu moja – nie poskładana z gotowca, tylko zbudowana pod to, co robię. Wersja angielska jest równorzędna, a nie doklejona. Treści zmieniam z panelu w minutę.

Ale najważniejsze jest coś innego. Ta przebudowa to dowód na to, co powtarzam klientom: strona to proces, nie pomnik. Pierwsza wersja nie była błędem – była dobrym pierwszym krokiem, który przez lata robił swoje. Druga powstała, bo urosłam z tamtej. I pewnie kiedyś będzie trzecia.

Jeśli zastanawiasz się, czy Twoja strona wymaga przebudowy – odpowiedź brzmi zwykle: nie od razu. Warto ją zrobić wtedy, gdy zaczyna przeszkadzać, a nie wtedy, gdy pojawi się nowa moda. U mnie ten moment po prostu nadszedł. Historię pierwszej wersji opisałam tutaj.

Wróć do realizacji

Masz projekt do omówienia?

Napisz, o co chodzi - nie musi być technicznie, od tego jestem ja. Odezwę się i powiem wprost, czy i jak mogę pomóc.