Od działającego prototypu do żywej aplikacji. Historia o architekturze, która oddała projektowi duszę.
Późny wieczór. Na ekranie laptopa widać działający prototyp aplikacji mobilnej – owoc miesięcy samodzielnej pracy. Technicznie, rdzeń funkcjonuje: można przeglądać dane, klikać przyciski, zapisywać informacje. Ale mimo to, w powietrzu unosi się uczucie frustracji. Aplikacja, mimo że działała, nie miała „duszy”. Była zbiorem połączonych ze sobą funkcji, a nie spójnym, intuicyjnym doświadczeniem. Przepływy użytkownika były nielogiczne, interfejs toporny, a najlepsze pomysły gubiły się gdzieś…
